„Odrobina czarów” – magia przebijająca z okładki

michelle harrison odrobina czarów

Magia. Przenika niewidzialnym woalem, zaprząta naszą podświadomość, wysnuwając przed oczy wyobraźni najwznioślejsze i najpiękniejsze marzenia jakie jesteśmy w stanie wytworzyć. Magia jest wszędzie, choć niewidzialna, ale lekko wyczuwalna w rytm bicia naszego serca. To od nas zależy czy chcemy ją dostrzec, czy zakopać pod gruzami znoju życia codziennego. Wystarczy tylko po nią sięgnąć szeptając zaklęcie, aby marzenia przestały być mglistą bajką i zaczęły urealniać się w namacalny cel. Bo prawdziwa magia kryje się w nas samych.

Kiedyś wierzyłem w magię jako narzędzie nie do spełniania marzeń, ale do kreowania tych marzeń. We śnie, na jawie, wszędzie. Chciałem rzucić się z różdżką jak Harry Potter, wyposażony w armię najciekawszych zaklęć (oczywiście tych zapisanych łaciną) i sprawić, by moje życie stało się znośniejsze. Nie sądziłem nigdy, że to ja jestem swoim zaklęciem i mogę przyciągnąć przed swoje oblicze co tylko zechcę. Sprawa ma się podobnie dla trzech sióstr wykreowanych przez Michelle Harrison. Dziewczyny otoczone są argumentami magii – zaklęciami, przedmiotami, klątwami, mających poniekąd polepszyć ich żywot. I faktycznie, jako narzędzia krótkotrwałej satysfakcji sprawdzają się wyśmienicie, ale Fliss, Betty i Charlie w głębi serca wiedzą, że liczy się coś więcej. Rodzina, miłość przyjaźń. To oczywiste banały, pospolite frazesy, ktoś mógłby rzec, ale kto tak twierdzi, musi być zamknięty na te wartości, wiecznie stojąc w kontrze i szukając drogi na skróty przez bagna strachu, chciwości i nienawiści.

Odrobina Czarów jest kontynuacją Szczypty Magii, choć wcale nie odczułem potrzeby znajomości tej drugiej, zważywszy na to, że autorka opowiedziała zamkniętą historię, na poły przygodową, na poły obyczajową, okraszając tu i tam zapominalskim lub niewtajemniczonym kluczowe wydarzenia sprzed wydarzeń Czarów. Tym razem siostry Wspaczne znów wplątują się w niemałą kabałę, gdy uciekinier z Udręki, przybyły do tawerny ich babci – Kieszeni Kłusownika – oczekuje pomocy. Dobroduszna, lecz najbardziej czupurna Betty nie wie jeszcze, że wyciągając dłoń do młodej nieznajomej z towarzyszącym jej ognikiem, nakreśli nową podróż, przeszukując wrak Kompasu Czarnoksiężnika, stawiając opór kapitan piratów i poszukując wyspy Mrugającej Wiedźmy.

Postaci są wyraziste, choć momentami mogą zdawać się jednowymiarowe. Każda z sióstr posiada swoje cechy przewodnie i z reguły im nie odstępuje, trzymając się ściśle wytyczonej ścieżki fabularnej, by przeżywać emocjonalne wzniesienia i upadki. Autorka barwnie opisuje fantastyczny świat otaczający rodzinę Wspacznych, oscylując wokół takich tworów, jak: kot Oj, szczur Hopsasa, pirat Pluj, tajemnicza dziewczynka Błądka czy łajba Magiczny Sakwojaż (mająca swoje odniesienie do magicznego przedmiotu ze Szczypty Magii, który potrafił przenosić do wybranego przez właściciela miejsca na Ziemi). Harrison ma sporą wyobraźnię i dobrze czuje się w baśniowych klimatach napędzanych paliwem niesamowitości.

Jednak czegoś brakowało mi w głębi i usilnie starałem się tego szukać, a to okazało się błędem, bo w istocie powieść ta jest skierowana do młodszego czytelnika, nastawiona na prostszy język, lekką zabawę i satysfakcjonujące, pogodne, nawet nieco ckliwe zakończenie. Na próżno tu szukać bardziej zawiłych przemyśleń na temat wielkiej wagi czy trudów życia, oprócz wspomnianych przeze mnie na początku wartości, o których przecież z zasady powinniśmy dawać świadectwo na co dzień, a w rzeczywistości musimy o nich każdego dnia wzajemnie sobie przypominać. To dość prosto skonstruowana bajka z jednokierunkowym przesłaniem dla pragnącego barwnych scen umysłu.

Nie potrafię ocenić komu Odrobina Czarów spodoba się mniej lub bardziej, bo nie chodzi tu przecież o wiek, a o perspektywę spoglądania na świat. Wydaje mi się jednak, że czytelnik poszukujący czegoś bardziej namacalnego niż ukryta pod postacią baśni metafora, może dla siebie nic nie wyciągnąć. Wypada mi jednak zaznaczyć, że momentami czułem zapach magii wydostający się spomiędzy zdań, otulający mnie ciepłym kocem i pachnący dyniowo-piernikową kawą. Choć chwile te trwały krócej niż mrugnięcie oka, dałem się porwać w wojaż z siostrami Wspacznymi. Klimat na jesień jak na miarę.

Recenzja pojawiła się pierwotnie na stronie Kultura na co dzień

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s