„Cymanowski Chłód” – udany thriller z paranormalną scenografią w tle

Cymanowski chłód Stefan Darda Magdalena Witkiewicz

Kaszuby przyprószone śniegiem. Odcięte od głośnej cywilizacji Cymany, gdzie życie toczy się inaczej, wolniej i wyzbyte z chorób cywilizacyjnych pozostałej części kraju. Śnieżny krajobraz ostoi spokoju jawi się jako zupełnie nie z tej ziemi. Nierzeczywisty, można by rzec. Tak nierealny, że stąpający po cienkim lodzie odgradzającym od snu, snu prowadzącego do najmroczniejszych poziomów nieświadomości, kończąc się tam, gdzie zanika życie – śmierć. Aczkolwiek jaką mamy pewność, że nasza śmiertelność oznacza jakikolwiek, ostateczny i finalny koniec? Czy emanujące fetorem zgnilizny Pomarliskie Błeto może kryć odpowiedź na to pytanie?

Stefan Darda i Magdalena Witkiewicz ponownie łączą literackie siły, by wspólnie pociągnąć opowieść zakończoną w Cymanowskim Młynie, którą nie byłem zachwycony i dość szybko znużyłem się kolejnymi poczynaniami bohaterów. W Cymanowskim Chłodzie widać duży progres, jakby autorzy dotarli się i zsynchronizowali fale kreatywnej twórczości tworząc całkiem udany thriller, choć nie bez swoich wad.

Starzy bohaterowie co prawda wracają i znajomość wydarzeń z Młyna jest dość istotna, ale duet autorski postanowił skupić się na nowych osobach, głównie na Adamie Kostusze, którego dylematy moralne zostały najciekawiej oddane, bez wymuszonego moralizatorstwa i przesadnej ckliwości. Adam został nakreślony jakby był bohaterem thrillera sensacyjnego i niektóre wątki z nim są z lekka przerysowane i przebarwione trudnymi do uwierzenia zwrotami fabularnymi (co być może nie jest aż tak rażące w przypadku literatury grozy, ale całkiem znamienne dla bardziej realistycznej strony książki), ale jego przygoda archetypowego herosa jest na tyle zajmującą, by przymknąć oko na niedociągnięcia i nawet wzbudzić mgliste widmo utożsamienia się z bohaterem. Wydaje mi się, że fabuła Chłodu skorzystałaby bardziej na zogniskowaniu na postaci Adama właśnie i przekształceniu jej w krwisty thriller, coś na wzór Zabij mnie, tato Dardy (której zakończenie jednak mogło zostać lepiej zawiązane).

Pozostali bohaterowie nie przyciągają już tak bardzo swoją złożonością. Jest Ania, najprawdopodobniej opętana przez Hanię, zmarłą żonę Zawiślaka, wraca również sam Jerzy Zawiślak, pojawia się Ilona Formella i kameralny występ Maćka i Moniki. Wątek z opętaniem jest na szczęście przytłumiony i oddalony na drugi plan, nie rażąc już tak nieatrakcyjnym efektem „inwazji porywaczy ciał”. Pozazmysłowa komunia między Anią a Hanią stanowi teraz pomost między materią a metafizyką, łącząc poszczególne wątki książki. O pozostałych postaciach dość ciężko się wypowiedzieć bez pewnej złośliwej przedmiotowości, jako że wydają się być po prostu statystami na deskach konserwatywnego teatru, gdzie wzywani są na scenę tylko po to, by pchnąć akcję do przodu zapominając o własnej głębi. Takim przykładem jest zwłaszcza młoda Formellówna, która w zależności od potrzeby jest na przemian profesjonalną psycholożką, zawistną i materialistyczną manipulantką, znów (nie)profesjonalną psycholożką, czy wojowniczką o sprawiedliwość. Paradoksalnie przez swoją zmienność, autorzy wyprali ją całkowicie z jakiejkolwiek wiarygodności i krzty charakteru.

Paranormalna część Cyman również została stonowana i sprowadzona do kilku duchów powiązanych z groźnym i wywołującym ciarki na plecach Pomarliskim Błetem, miejscem które wydaje się być źródłem wszelkiego niepokoju i drzemiącego zła czekającego na zbłąkane dusze. A przynajmniej tak zostaje zasugerowane przez autorów, gdyż prawdziwa twarz Pomarliska nigdy nie ukazuje nam się w pełni, tylko pomrukuje gdzieś z oddali, podgrzana zabobonnymi bajami nestorów regionu. Być może taki właśnie miał być zamysł Dardy i Witkiewicz, ale dla mnie w zupełności ten motyw mógł zostać pominięty, bo niewiele wniósł do finału, tak jak i również naszyjnik przodków Formellówny czy chińskie lalki stanowiące jakoby naczynie dla zbłąkanych dusz.

Oczywiście nikt mnie nie oszukał, wydawca sam mocno podkreślił na okładce, że to połączenie thrillera z powieścią obyczajową, a nie typowy horror. I właściwie mocno odczułem ten thriller, który całkowicie mógł ponieść na barkach cały tytuł. Zaświaty stanowią tu tylko kolorową scenografię, być może schludną dla oka, ale niezbyt pożywną dla ducha. Czyżby zostało to podyktowane wytycznymi wydawnictwa, które zdecydowało o postawieniu na bezpieczny wariant kontynuacji udanego tytułu, niż ryzykować zupełnie nową marką? Tego nie wiem. Słowem podsumowania mogę jeszcze rzec, że lektura Cymanowskiego Chłodu tym razem nie przyprawiła mnie o marazm, a duet pisarzy zaserwował mi ponadprzeciętny, choć niezbyt wysublimowany thriller z duchami w tle. I sądząc po otwartym zakończeniu (a także po kluczu wydawniczym Stefana Dardy) coś czuję, że możemy niedługo spodziewać się trzeciej części, zamykającą trylogię Cyman. Czyżby Cymanowska Odwilż nadchodziła?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s