„Lwowska kołysanka” – barwny obraz innej epoki

Lwowska Kołysanka Monika Kowalsa Książnica Wydawnictwo

Lwów, Leopolis, Lemberg, Lviv. Współczesna kraina magii, w której deszcz zwołuje tłumy, by tańczyć jak zahipnotyzowani i zlepiać się w jedność. Metropolia częstująca zapalaną kawą i trucizną na Moskali. Wachlarz zapachów i smaków wodzących za zmysły niczym nocna kusicielka. Kamienny labirynt, gdzie wszystkie ścieżki prowadzą do tajemnic, żywych i martwych. Przedwojenny bursztyn, gdzie nowe tchnie ducha w stare. Miasto ciągłej tęsknoty za utraconymi latami beztroskich wspomnień. Kolebka Stanisława Lema. To jedyne takie miejsce na świecie. Lwów ma w sobie niewytłumaczalny magnetyzm, który przyciąga nie tylko mieszkańców pamiętających czasy przedwojenne, ale coraz większe rzesze młodych poszukiwaczy przygód i zapaleńców historii. Ile jednak tak na prawdę wiemy jak żyło się we Lwowie przed wojną? O czym bałakali mieszkańcy wspinając się na Wysoki Zamek? Czym zachwycali się przechodząc Pasażem Mikolascha? Jakie kolejne awantury wszczynali, dreptając Wałami Hetmańskimi, batiarzy z butelką Baczewskiego w ręce? Kogo opłakiwali na cmentarzu Łyczakowskim? Monika Kowalska wyciąga zakurzony obraz przeszłości i przybliża kawałek innej ery.

Ciężko jednoznacznie określić o czym Lwowska Kołysanka jest. To po trosze opowieść obyczajowa ocierająca się nieznacznie o romans, w ostatniej części przechodząc zaś, dość nagle, w literaturę wojenną. Sporadycznie niespiesznie prowadzona narracja zabiera w podróż do klimatycznej, przedwojennej Polski, gdzie żyło się inaczej, jakby piękniej i słoneczniej, krocząc Lwowskim Snem i oddając się całkowitemu błogostanowi. Przez większą część historii patrzymy na przedwojenny Lwów oczami Adeli Szuby. Miasto jest ogromne i zachwycające, dające dużo możliwości, z których Adela niekoniecznie chce i może skorzystać. Nie jest typowym archetypem literackiej oportunistki i marzycielki o księciu z bajki na białym koniu. Liczy się dla niej przede wszystkim rodzina, która jest główną osią fabuły. Jej relacje z wiecznie zatroskaną matką, Julią (której młodzieńcze losy zabierają nas jeszcze dalej wgłąb przeszłości, do lat dwudziestych), ojcem kryjącym wstydliwą tajemnicę, czupurnymi siostrami i młodym sąsiadem, niegroźnie natrętnym, wiecznie latającym za jej spódniczką.

Proza Kowalskiej podejmuje kilka tematów, niekoniecznie ze sobą powiązanych, jak to bardziej bywa w życiu, niż w książce czy filmie. Pojawia się wątek dość brutalnego i mocno naturalistycznie opisanego dzieciobójstwa, różnice na tle klasowym i narodowościowym, coraz bardziej pogłębiające się animozje pomiędzy Polakami, Ukraińcami a Żydami, pozamałżeńskie romanse, konserwatyzm religijno-społeczny, gwałt, wątki paranormalne (sic!) i barbarzyńskość wojny. Przez ten natłok emocji i zróżnicowanego tempa, czasem ciężko nadążyć za postaciami i złapać rytm tętniący ich sercami. Akcja chwilami dostaje zawrotnego rozpędu i roztacza wizje krwistego kryminału, żeby za chwilę wyhamować z piskiem szyn i nieomal nie wykoleić się, zjeżdżając już na zupełnie inny tor, wydawałoby się niemrawej retrospekcji sprzed prawie dwóch dekad. I jakkolwiek na co dzień byłoby to normalne, tak czytając beletrestykę chyba jednak takich wrażeń nie szukam, dlatego Kołysankę musiałem dawkować sobie w małych porcjach i cieszyć się emocjami swoim własnym tempem.

Trochę nie do końca spinał mi się finał fabuły, jakby naprędce skonstruowany i gwałtownie doprowadzony do konkretnego, założonego wcześniej punktu kulminacyjnego. Obraz wojny co prawda jest sadystyczny, bezduszny i chwytający za gardło, ale jego zwiewna puenta nie daje dość czasu na przetrawienie pewnych elementów emocjonalnych i dość nieoczekiwanie dobiega ku końcowi, jak migawki zdjęć z dokumentu wojennego, zostawiając czytelnika z lekkim niesmakiem, a może nawet niedosytem. Dopiero po krótkim zorientowaniu się w czeluściach Internetu dowiedziałem się, że to pierwszy tom planowanej sagi rodzinnej, a podtytuł „Dwa Miasta”, który z początku kompletnie nic mi nie mówił, nawiąże do kontynuacji, prawdopodobnie z akcją przeniesioną do Wrocławia, rodzinnego miasta autorki. Cóż, na razie jednak oceniam ten kawałek większej części, który dostałem i niełatwo mi określić, czy w tej odrębnej całości, książka uczciwie mi się podobała. Szanuję ją za magię Lwowa i warsztat pisarski, nie mogę jednak powiedzieć, by losy Szubów niezwykle mnie porwały i nie wiem jeszcze, czy sięgnę po kontynuację, zwłaszcza jeśli zabraknie Miasta Lwa.

Dwie niezmienne, które jednak przyciągają do Kołysanki, to niepowtarzalny klimat Lwowa, o którym rozpisałem się już we wstępie, ale też barwny, wiarygodny i nieco wygasły język tamtych czasów. Autorka wykopała z głębin historii esencję epoki i zaprezentowała żywo, pięknie i wciągająco, nakreślając grube kontury minionych czasów tak, jakby wydarzyły się zaledwie wczoraj. Siła tkwi w Słowie, jego barwie, mocy i emocji, a Monika Kowalska dobrze wie, którego Słowa użyć, by rozbudzić w czytelniku reakcję łańcuchową wyobraźni. To również testament człowieka odległego, parającego się ciężką fizyczną pracą, ledwo wiążącego koniec z końcem, egzystującego chwilą i czerpiącego radość z naprawdę błahych rzeczy, jak choćby śpiew ptaków czy krótki spacer. „Prastara sztuka”, która coraz częściej zanika w natłoku technologicznego szumu. I choćby tylko dlatego warto sięgnąć po jej lekturę i dać się ponieść tej duchowej podróży.

I jeszcze słowo na temat okładki. Gdyby nie kolega z lwowskibaciar.pl (z pasją organizujący wyjazdy do Lwowa), który serdecznie polecił mi tę pozycję, prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnął po Lwowską Kołysankę. Grafika trąci mocną sztampą, oprawa jakich wiele, jedna kopiująca drugą, bez nuty emocji i zapowiedzi czegoś unikatowego, zwiastująca raczej mdłe romansidło, niż klimatyczną opowieść o rodzinie umorusanej w brudzie życia. I tutaj należy się drobna nagana dla wydawnictwa Książnica 😉.

A na zakończenie trochę klimatycznej muzyki i Walczyk lwowski:

I kawałek lwowskiej muzyki współczesnej:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s