„Ted Bundy. Bestia obok mnie” – morderca widziany oczami człowieka

Ted Bundy Bestia Obok Mnie Ann Rule SQN

Theodore Robert Bundy. Morderca, sympatyczny chłopak z sąsiedztwa, gwałciciel, ambitny niedoszły prawnik, manipulant, czarujący dżentelmen. Amalgamat ludzkich odcieni niepokoju i ciekawości. Człowiek uznany za jednego z najgroźniejszych i najbardziej bezczelnych seryjnych morderców świata. Psychopata, zwichrzony narcyz, czy po prostu niezdrowa na umyśle jednostka, której ówczesny system nie był w stanie pomóc? Jak odciąć się do etykietek nasuwających się wzburzonemu obserwatorowi i całkiem bez żalu i złości przyjrzeć się sprawie Teda Bundy’ego? Czasem wystarczy spojrzeć przez pryzmat innych oczu. Oczu, które widziały bliżej i wnikliwej, takich jak Ann Rule, która przyjaźniła się z Bundym i spisała na poły biografię, wspomnienia, przemyślenia i kryminalne zapiski jego morderczego szału na przestrzeni lat siedemdziesiątych.

Ted Bundy był mordercą, ten fakt nie ulega wątpliwościom. Zabijał brutalnie, metodycznie, mamiąc i oszukując kobiety, przebierając się za policjanta i strażaka, udając chorego człowieka w potrzebie, epizodycznie włamując się nocą do czyjegoś mieszkania, wykorzystując dobroć i niekiedy naiwność ludzi. Niczym kameleon potrafił zmienić się z przystojnego, elokwentnego studenta prawa w impuls seksualnej żądzy zaspokojenia wewnętrznego szaleństwa. Z dziecinną łatwością przychodziło mu nawet zdobycie zaufania strażników więziennych, co dwukrotnie doprowadziło do jego ucieczki z aresztu (gdzie za drugim razem ta nieodpowiedzialność strażników doprowadziła do co najmniej kolejnych trzech morderstw). Nigdy nie okazał skruchy, nie potrafił znaleźć w sobie cząsteczki wyrzutów sumienia. W momentach zabójstw stawał do opozycji wszelkiego daru życia i kpił z moralności ustanowionej przez człowieka. A jednak, choć dla wielu sama idea rozpatrywania jego samego jako człowieka stanowi przejaw wszelkiej odrazy, trzeba sobie jasno powiedzieć, że nawet Ted Bundy posiadał ludzką stronę.

Ann Rule, która zaprzyjaźniła się z Bundym w czasie pracy przy telefonie zaufania w ośrodku pomocy kryzysowej portretuje Bundy’ego nieco inaczej niźli życzyliby sobie czy wyobrażali wielbiciele krwawych thrillerów i wysokooktanowych kryminałów wypełnionych galerią wątpliwych i wręcz odrażających osobistości. Rule wychodzi z roli oskarżycielskiego narratora wstawiającego się za którakolwiek stroną, by ukazać portret Bundy’ego w jego c a ł e j okazałości, bez szatkowania i mieszania wszystkiego w papkę „psychopaty”. Jej swoista biografia ukazuje postać, którą ciężko zrozumieć „normalnym” obywatelom świata, którzy w zasadzie nawet nie kwapią się na zrozumienie czegokolwiek odbiegającego od ich wyznaczonej od lat normy, zamiatając wszystko pod wymienione wcześniej inwektywy i etykietki synonimów zwyrodnialca.

W tej narracji pojawia się przestrzeń na rozmyślania dotyczących stanu ludzkiej natury w całym jej spektrum, o którym na co dzień nie ważymy się mówić i oddajemy mu się jedynie w głęboko ukrytych fantazjach lub rozrywkach, na które obecnie jest przyzwolenie, czy to w formie oglądania brutalnych filmów czy gier komputerowych (zaznaczam tu tylko pewne zjawisko społecznego zapotrzebowania na brutalność, ale oczywiście nie obarczam odpowiedzialnością za same akty agresji gier czy filmów). I te rozmyślania mogą meandrować w całkiem nowych kierunkach, którymi wcześniej nie mieliśmy odwagi popłynąć i dać sobie szansę na zrozumienie szaleństwa, bez jego obrony, ale również bez bezwartościowej agresji i przemocy względem cudzej przemocy.

Dodatkowa siła w słowach Ann Rule przypada ponownie na jej narrację, z którą chcąc nie chcąc w pewnym momencie utożsamiamy się i bierzemy udział w poszukiwaniach odpowiedzi na pytania dręczące autorkę, niekiedy będąc głęboko poruszonymi jej wrażliwością względem ofiar i nawet ich oprawcy, którego przecież w jakiś sposób starała się chronić, zwłaszcza przed własnym osądem, któremu tak łatwo się poddać, popłynąć z nim wgłąb własnego fermentu i wylać go na zewnątrz, by dać ujście skrytym lękom i koszmarom i stawić im czoła w tak bardzo prymitywnie ludzkim odruchu – gniewie.

Bestia obok mnie (tłumaczenie nieco na wyrost, wszak oryginalny tytuł The Stranger Beside Me akuratnie oddaje odczucia i wnioski autorki, która nigdy Bundy’ego bestią nie nazwała) to wciągający reportaż nie tylko streszczający historię Bundy’ego napisany od strony nieco wrażliwszej i dający do myślenia w kwestii szeroko pojętego człowieczeństwa i definicji bycia człowiekiem, ale również bardzo przykry przykład tego, że ktokolwiek z naszego (również bliskiego) otoczenia może skrywać bardzo, bardzo mroczną tajemnicę, a wchodząc w interakcję z obcymi, trzeba zawsze mieć się na baczności i zachować zimną krew w czasie oceny danej sytuacji. Oczywiście nie warto żyć w wiecznym przestrachu i stronić od obcych, ale warto mieć z tyłu głowy zapaloną lampkę ostrzegawczą. Po cóż ryzykować staniem się kolejnym pokarmem dla ukrytej fantazji mrocznego nieznajomego?

A czy Teda dałoby się dzisiaj wyleczyć i naprostować? Z wielkim prawdopodobieństwem można przypuszczać, że nie. Wciąż za mało wiemy o ludzkim umyśle i jego skrzywieniach, dlatego decyzja o śmierci Bundy’ego wydaje mi się strasznym marnotrawstwem, gdyż żywy mógł chociażby stanowić wartość dodatnią dla rozwoju nauki psychologii. A czy jego śmierć cokolwiek zmieniła? Czy przywróciła życie zamordowanym, czy dała jakiekolwiek ukojenie ich rodzinom? Czy śmierć można odkupić śmiercią innego? Może jedynie nieliczne niedoszłe ofiary poczuły ulgę, że nigdy nie będą musiały obawiać się jego kolejnej ucieczki i jakiejś formy odwetu, ale nie mogę pozbyć się sprzed oczu obrazu nastolatków i studentów, wiwatujących, napitych i upojonych żądzą krwi w dniu egzekucji Bundy’ego, a którzy z ofiarami mieli tyle wspólnego, co czytelniczy tej książki. Ja decyduję się na inny wybór, który nie wiem jeszcze dokąd mnie doprowadzi, ale postaram się kroczyć tą ścieżką z otwartymi oczami patrzącymi z wyrozumiałością, jakkolwiek będzie to trudne i obarczone egoistycznymi przeszkodami. Nie ma już miejsca na stare uwarunkowania, trzeba budować nową rzeczywistość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s